W dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej pojawił się artykuł dotyczący
serwisu Hacking.pl. Jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu
siedzenia dlatego też pozwalam sobie na komentarz owego artykułu.
Z naszą redakcją skontaktował się Pan Zbigniew Domaszewicz, etatowy
redaktor działu gospodarka Gazety Wyborczej. Nasza rozmowa trwała ponad 40 min, Domaszewicz miał więc okazję użyć w swoim tekście jedynie tych informacji, które będą się wpasowywać w ogólny ton artykułu.
Najwyraźniej Pan redaktor nie czuje się spełniony jako redaktor GW,
zapewne chciał być informatykiem... Niestety, nie każdemu się to udaje.
Zbigniew Domaszewicz miał oczywiście prawo przypisywania Hacking.pl
„taniej sensacji”. To jeden z podstawowych atutów jego zawodu.
Zapomniał jednak o kilku istotnych kwestiach, o których został
poinformowany w naszej rozmowie telefonicznej.
Nasze „sensacyjne” nagłówki prasowe mają na celu nie tyle promocję
serwisu co dotarcie z naszymi informacjami do jak największej liczby
osób. Podobnie jak każdemu autorowi książki zależy na dotarciu ze swoim
przekazem do szerokiej publiczności.
Przez 7 lat działania serwisu, przeciwieństwie np. do Gazety Wyborczej,
nie wydaliśmy ani złotówki na reklamę. Gro naszych czytelników ufa nam
i są naszymi stałymi gośćmi od kilku dobrych lat.
Nie jest prawdą jak pisze Domaszewicz: Przez lata Hacking.pl
zamieszczał głównie przedruki prasowo-agencyjne, m.in. o głośnych
atakach informatycznych. Kilka tygodni temu sam wziął firmy na
celownik.
Faktycznie agregujemy treści dot. bezpieczeństwa w internecie. To
standard w każdej redakcji. W naszym archiwum informacji znaleźć można
jednak o wiele więcej artykułów dot. poziomu bezpieczeństwa polskich
firm i instytucji.
Anonimowy przedstawiciel jednej z "zaatakowanych" spółek zarzuca nam, że
zrobiliśmy aferę z niczego. Cytują go autorzy tekstu:
"Dla nas lepiej było wziąć to na siebie i szybko zamknąć sprawę,
niż polemizować i wbijać do głowy klientom złe skojarzenia.
Ani Allegro, ani mBank czy Orange nie wiedzieli jak załatać wykryte
przez nas luki. Skoro, wykryte przez nas podatności nie miały znaczenia
to dlaczego nasz redakcyjny telefon był aż „gorący” od telefonów
spanikowanych pracowników pionów IT.
W rozmowie z autorami tekstu rzecznicy prasowi Allegro.pl, mBanku,
Orange starają się umniejszyć opublikowane przez nas informacje. I nic
dziwnego. W końcu to przez nas w parę dni byli zmuszeni do wykonania
takiej pracy co standardowo w miesiąc.
Niech jednak nie zapominają, że takie właśnie działania
należą do ich obowiązku i za to płaci im dana firma. Co ciekawe każdy z szefów PR niezwłocznie skontaktował się z naszą redakcją. Szybka reakcja to przede wszystkim efekt nagłośnienia naszych informacji w poważnych mediach elektronicznych (Onet.pl, WP.pl, Interia.pl, TVN24, PAP). Warto też wspomnieć, że o lukach w Allegro informowała sama "Gazeta Wyborcza" na swoich stronach gospodarczych. Autorem tych artykułów jak można się domyśleć nie był Zbigniew Domaszewicz czy Tomasz Grynkiewicz lecz Łukasz Partyka - również redaktor GW.
Rzecznicy Prasowi prosili nas o podanie szczegółowych informacji dot.
luk w systemach informatycznych ich firm. W każdym przypadku otrzymali
je niemal natychmiast. Tak naprawdę dostali od nas darmowy audyt
bezpieczeństwa.
Wszystkie opisane przez nas przypadki podatności systemów
były poważne. Czy jedynym dowodem na poparcie tej tezy musi być jej
udowodnienie, które docelowo zakończyło by się dla naszej redakcji
wizytą w sądzie ?
Przecież logicznym jest fakt, że tak duże firmy zrobią wszystko aby
umniejszyć powagę sytuacji bo to jest im na rękę.
Czytając artykuł przygotowany przez Panów Zbigniewa Domaszewicza i
Tomasza Grynkiewicza mam wrażenie, że bardziej zależy im na niepodpadnięciu szefom jednych z największych firm w Polsce niż na
przedstawieniu prawdy.
Nie ma się zresztą co dziwić. Allegro, mBank i Orange zapewne nie raz
kupowały kampanie reklamowe na łamach Gazety Wyborczej.
Ministerstwo Obrony Narodowej – nie. I właśnie idealnie to widać w
artykule GW. Dlaczego szanowni redaktorzy nic nie napisali o MONie ?
Pewnie dlatego, że prawdopodobnie nawiążemy współpracę z tym
ministerstwem.
Pan Krzysztof Młynarski, szef firmy Teleinformatica zajmującej się
bezpieczeństwem w sieci był prelegentem na naszym evencie – HackingLive
2005. Nigdy nie powiedział, że podkręcamy atmosferę na naszą korzyść.
Autorzy artykułu dali dowód na to jak prosto można osiągnąć zamierzony
efekt, konstruując odpowiednie pytania. Czyżby dostali zalecenie z
‘góry’ ?
Wypowiedź prawnika, z którym rozmawiali autorzy tekstu, świadczy
jedynie o jego wiedzy na temat opisanych przez nas spraw. Znamy się na zagadnieniach prawnych związanych z informatyką, dodatkowo
każdorazowo sprawę omawiamy z prawnikami.
Mecenas Konarski stwierdził: "przedstawianie jednej luki jako
rzekomo wyjątkowego słabego stanu zabezpieczeń Allegro czy MON można
uznać za rozpowszechnianie przez jednego przedsiębiorcę wprowadzających
w błąd wiadomości o innym przedsiębiorcy w celu przysporzenia sobie
korzyści, tj. darmowej reklamy. A to może wyczerpywać znamiona czynu z
art. 14 Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji."
Przez siedem lat żadna firma, instytucja czy osoba prywatna nie podała
nas do sądu chociaż takie groźby były kierowane pod adresem naszej redakcji. Dlaczego skończyło się wyłącznie na straszeniu? Bo nie mieli ku temu żadnych podstaw.
Autorzy w swoim teksie piszą:
Dwa tygodnie temu zrobiło się zabawnie. Hacking.pl był przez kilka dni niedostępny, bo ktoś... włamał się na jego serwer. Zespół serwisu był oburzony, a atak uznał za "żenujący". - Zazwyczaj tego typu ataki skutkują jedynie podmianą strony głównej (...). W tym przypadku wandale wykasowali również wszystkie pliki oraz bazy danych - napisała rozżalona redakcja Hackingu. I zarzuciła nieznanym hakerom niedojrzałość i frustrację.
Oczywiście bo jest różnica pomiędzy hackingiem a wandalizmem. Widać nie każdy ją zauważa. Przyznaliśmy, że dokonano włamania na nasz serwer - nie każdy mówi o tym otwarcie. A fakt ten świadczy jedynie o tym na ile różnych sposobów można dostać się do systemów IT. Wszystkich nie przewidzimy. Nawet my ;)
Jak twierdzi nasz redakcyjny kolega Paweł Jabłoński – "W Polsce miarą sukcesu jest liczba posiadanych wrogów".
I jak widać ma rację - szczególnie w tym biznesie. Natomiast Dziennikarzom z GW daleko do rozumienia definicji "pojmowania sukcesu" od dawna świadomej dla Europejczyków.
Preferują oni nadal tą z poprzedniej epoki:
"Udało im się? Pewnie ukradli..." albo jak w tym przypadku "zrobili z igły widły".
Gazeta Wyborcza o Hacking.pl
Redakcja |
Pon, 22 Sty 2007 07:30:10 +0100 |
Autor:
Redakcja
| Czytań: 21404
Pozostałe wiadomości w kategorii Redakcja (222)
Top 20 news
Komentarze
Najaktywniejsi
1
Rellik 9640 pkt.
2
grzemach 870 pkt.
3
betaKondor 470 pkt.
4
Koras 350 pkt.
5
Localghost 140 pkt.
6
kris2005a 140 pkt.
7
elmocamp 100 pkt.
8
Tommy 100 pkt.
9
Scoti 80 pkt.
10
sevar 60 pkt.


W tej chwili nie ma jeszcze komentarzy. Możesz jednak dodać swój własny.
Aby dodawać komentarze musisz się zalogować.